Szarlotka z jabłkami. Pachnąca latem.

Najlepiej smakuje tuż po wyjęciu z pieca…

Dla nas – czterech nastolatków z tradycyjnego podlaskiego domu, nic tak krótko nie pachniało, jak szarlotka. Czekaliśmy z niecierpliwością, kiedy babcia ją piekła. Pozwalała nam jeść ją jeszcze ciepłą. A był to jeden z nielicznych wypieków, który mogliśmy jeść już pół godziny po upieczeniu. Wtedy nie było lodów i zjadało się taką, jaka wychodziła z pieca. Musiała być posypana grubo cukrem pudrem. Aby babcia upiekła nam szarlotkę, musieliśmy jechać na rowerach 5 kilometrów do wsi Bujenka do siostry babci, czyli cioci Zosi. Rosły u niej jabłonie z owocami całkowicie w lipcu nie do jedzenia – totalnie kwaśne psiary, ale na szarlotkę nadające się idealnie. Na szarlotkę najlepsze są antonówki, renety i boskoopy. Szarlotka kojarzy się mi z jesiennym wypiekiem, ale jeżeli ktoś lubi latem, to polecam papierówki, ale te niedojrzałe. Jeżeli chcemy zaoszczędzić czas przy następnym wypieku szarlotki, można zrobić 2 lub 3 razy więcej duszonych jabłek, gorące włożyć do słoików i zawekować na następny raz.

Prosty przepis na ciasto kruche warto przetrenować i zapamiętać. Często lubię go wykorzystywać i nigdy się nie zawiodłem…